Ziemia obiecana, czyli „Czereśnie zawsze muszą być dwie” Magdaleny Witkiewicz

wpis w: książki | 0
Ilustracja do tekstu "Ziemia obiecana, czyli "Czereśnie zawsze muszą być dwie" Magdaleny Witkiewicz

Czereśnie zawsze muszą być dwie” – Magdalena Witkiewicz dała swojej powieści nietypowy tytuł. Czy w środku też będzie nietypowo?

Skąd te czereśnie?

Tytuł wziął się od wyjaśnień starszego pana na temat tego, jak sadzić drzewka owocowe. W powieści znajdziemy również opowieść starszych ludzi. Przed bohaterami (i czytelnikiem) będzie się otwierać powoli, niespiesznie, a jednak rzuci dużo światła na ich późniejsze decyzje.

Akcja dzieje się w dwóch płaszczyznach czasowych. Z jednej strony mamy więc współczesny Gdańsk, słynny falowiec na Przymorzu, świetnie prosperujące firmy, duże zarobki, ale i intrygi. Do tego małżeństwo z dłuższym stażem, które, choć ciężko mu to okazać, na swój sposób kocha i siebie nawzajem, i córkę, i niespodziewanego nowego członka rodziny.

W tym hałaśliwym, dużym mieście, nieśmiała dziewczynka zaprzyjaźnia się ze starszą panią. Nawet się nie spodziewa, jak bardzo wpłynie to na jej przyszłość.

Z drugiej strony – Ruda Pabianicka sprzed stu lat, dawniej miasteczko, dziś część Łodzi. Przystanek w drodze do wymarzonego, lepszego życia, ale i miejsce odpoczynku dla tych, którym życie dało w kość. Do dziś znajdziemy tam piękne, zabytkowe wille, wybudowane przez fabrykantów.

Ziemia obiecana?

Piosenki z dwudziestolecia międzywojennego dobrze ilustrują, „o czym marzy dziewczyna” – i Anna z Rudy Pabianickiej, i współczesne czytelnikowi pani Stefania z dziewiątego piętra i jej sąsiadka Zosia, która powoli odnajduje w łódzkiej dzielnicy swoje miejsce na ziemi. A jednak opowieść z dawnych czasów ma jeszcze jeden cel – przeglądając się w niej jak w lustrze, można zobaczyć, na czym nie zbuduje się domu, od jakich relacji uciekać.

Pojawia się też tutaj motyw przyjęcia życia – to zarówno obrona dziecka przed kimś, kto może zrobić mu krzywdę (albo nie nadaje się na ojca), jak i przyjęcia własnego życia, talentów, często trudnej historii. To pozwolenie sobie na zrobienie kroku naprzód, sięgnięcia po to, co nowe. Bez lęku.

Czereśniowe zachwyty

Przy okazji – „Czereśnie” to przykład tego, jak wydać książkę przyjazną w odbiorze dla czytelnika.

Liczba stron może początkowo przerażać – 480 stron potrafią mieć amerykańskie romansidła albo debiuty, kiedy młody adept sztuki pióra nie za bardzo radzi sobie z syntezą tego, co chce powiedzieć. Tymczasem Magdalena Witkiewicz jest doświadczoną pisarką, a czytania w rzeczywistości będzie mniej – mamy duże litery, fotografie, drobne grafiki oddzielające partie tekstu.

Przeciwnikom zakładek i zaginania rogów to naprawdę pomoże w zorientowaniu się, gdzie skończyli. A tym, którzy na czytaniu potrafią zarwać noc, da chwilę oddechu.

A poza tym – okładka. Trzy kolory, prosta czcionka, kwiaty czereśni i rysunek prawdziwej zabytkowej willi z Rudy Pabianickiej – to pociąga czytelnika dużo bardziej niż randomowe pary z banku zdjęć czy przesłodzone wytwory sztucznej inteligencji. Autorką większości bajecznych okładek z wydawnictwa Flow jest Anna Slotorsz. Nawet jeśli nie uda wam się trafić na egzemplarz z barwionymi brzegami, na taki „zwykły” też będzie przyjemnie popatrzeć.

Już wkrótce zresztą ukaże się kolejna „czereśniowa” książka. Zajrzycie?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *