Slow life, czyli Gietrzwałd i okolice

wpis w: małe stacje wielkich kolei | 4
Ilustracja do tekstu "Slow life, czyli Gietrzwałd i okolice"
Warmińskie tancerki

Plan wyjazdu do Gietrzwałdu zrodził się na Wielkanoc w grupie znajomych. Warto było czekać na cieplejszy czerwcowy dzień i wyruszyć w dość długą podróż, aby naładować baterie. Ale od początku.

Wybiła zielona godzina

Wyruszamy z Torunia, trasa jest bajecznie prosta, bo cały czas na Olsztyn. Po drodze trochę robót drogowych, ale nie jest źle. O wiele bardziej obłędne są serpentyny w lasach (w końcu po drodze Pojezierze Brodnickie), pola pełne maków z przebiegającymi tu i ówdzie sarnami, Kurzętnik, Nowe Miasto Lubawskie i sama Lubawa (które, odkąd pracuję w diecezji, bardzo bym chciała zwiedzić), drewniane kościółki w oddali, jak ten w Rożentalu (swoją drogą polecam stronę Drewniane Perły Architektury Ziemi Lubawskiej). Po drodze jest sporo stacji benzynowych (wysprzątanych na glanc), na których można odpocząć, przewinąć malucha, kupić kawę.

Wreszcie zaczynają się dziwne nazwy miejscowości (te wszystkie -ajny), pagórkowaty teren, kapliczki na każdym zakręcie – i jest Gietrzwałd. Dokładnie na granicy Warmii i Mazur, bo przez wieś tak właśnie przepływa Parsęta. Czerwoną wieżę widać na wzgórzu, można zaparkować zaraz przy kościele albo bliżej drogi krzyżowej (ze trzy minuty na piechotę).

Ilustracja do tekstu "Slow life, czyli Gietrzwałd i okolice"
A tak jest dookoła sanktuarium

Gietrzwałdzkie opowieści

Wyobrażacie sobie wasze znajome nastolatki – Hanię, Weronikę, Helenkę czy Celinkę – że wracają ze swojego parafialnego kościoła i po drodze mają objawienie Matki Bożej? Która w dodatku mówi do nich ich językiem? Od takiego właśnie wydarzenia rozpoczęła się popularność Gietrzwałdu – bo kościół stał tu oczywiście dużo wcześniej.

Ilustracja do tekstu "Slow life, czyli Gietrzwałd i okolice"

Był rok 1877, trwały zabory, dzieci w szkołach nie mogły mówić po polsku – obowiązywał je płynny niemiecki. Cóż, niebo niewiele sobie robi z takich zarządzeń. Matka Boża objawiła się dwóm dziewczynkom – Justynie i Basi – zachęcając ich bliskich do modlitwy i dając dużo nadziei na lepszy czas. Objawienia trwały od czerwca do września. Podczas ostatniego jeden z pruskich żołnierzy padł na kolana i zaczął się modlić, a drugi uciekł.

Po latach Basia Samulowska została siostrą szarytką i wyjechała na misje do Gwatemali. Dzisiaj toczy się jej proces beatyfikacyjny.

Naprzeciwko kościoła stoi księgarnia Andrzeja Samulowskiego – założył ją jej krewny, działacz społeczny i nauczyciel, w rok po objawieniach. To pierwsza polska księgarnia na Warmii. Objawienia w Gietrzwałdzie – jedyne objawienia maryjne w Polsce uznane przez Kościół – przyczyniły się do pogłębienia poczucia tożsamości narodowej, i to nie tylko w zaborze pruskim.

Ilustracja do tekstu "Slow life, czyli Gietrzwałd i okolice"

Niebo z widokiem na raj

Dzisiaj Gietrzwałd to świetne miejsce na odpoczynek, przyjeżdża tu całkiem sporo rodzin. Komercja nie bije po oczach – to jednak przede wszystkim miejsce modlitwy. Najlepsza kawa (tak się reklamują, ale spróbowaliśmy i to prawda) jest w sklepiku przy Domus Mariae (domu rekolekcyjnym archidiecezji warmińskiej). Siedliśmy przy stoliku i chociaż tego dnia było sporo pielgrzymów, bo pogoda sprzyjała, nie było problemu ze znalezieniem miejsca. Jeśli szukacie ciszy, to na górze w tymże domu jest mała kaplica adoracji. Było tak cichutko, że nie słyszeliśmy nawet tańców lednickich, rozbrzmiewających na pobliskiej łące (tak! dobra muzyka chrześcijańska, a nie jakieś sacro polo!). Kościół pełen pięknych malowideł (spójrzcie zwłaszcza na sufit!), organista nie fałszuje, ludzi pełno (naprzeciwko kościoła są krzesła do wzięcia gdyby komuś brakło miejsca).

Ilustracja do tekstu "Slow life, czyli Gietrzwałd i okolice"
Droga krzyżowa przy sanktuarium

W drodze do cudownego źródełka mijamy kapliczki z tajemnicami różańca, swoimi rudymi daszkami przypominające gietrzwałdzką krainę czerwonych dachów (przejdźcie się po wsi – zobaczycie, że większość domów tak właśnie ma). Pod górę, w stronę parkingu, rozłożone są stacje drogi krzyżowej (współczesne – jeśli lubicie stare kapliczki, tych jest więcej w wiosce. Zresztą gmina Gietrzwałd słynie z zatrzęsienia kapliczek, a w wielu domach, nawet nowych, są wnęki na figury świętych. Piękny widok!). Wózkiem inwalidzkim pod górkę byłoby ciężko wjechać, chyba że z czyjąś pomocą (po drodze w kilku miejscach są progi z kamieni). Ale dzieci dadzą radę. Dookoła trawy i las, więc jeśli poczujecie, że tłumów jest za dużo, możecie dać nura w zieleń.

Zwolnij

Ilustracja do tekstu "Slow life, czyli Gietrzwałd i okolice"

Głębszego nura można dać w niedalekim jeziorze – Giłwa, zwane też Rentyńskim, leży tylko kilka kilometrów od sanktuarium. Między wioskami przebiega ścieżka rowerowa, a przez pobliski las kilka szlaków turystycznych. Przy jeziorze są domki, agroturystyka i oczywiście dwie kapliczki. Można wypożyczyć rower, kajak albo po prostu sobie popływać. Jest sporo ludzi, ale miejsce na koc spokojnie się znajdzie.

Wypatrzyłam sobie pewien urokliwy balkon przy czereśni i pomyślałam, że to dobre miejsce na urlop, byleby tylko mieć samochód i rower. Na balkonie można poszydełkować, nad jeziorem popływać, a jak się hałas plażowiczów znudzi, to na rower i do lasu albo do sanktuarium.

Takie warmińskie slow life.

Ilustracja do tekstu "Slow life, czyli Gietrzwałd i okolice"

4 Responses

  1. Alicja M.M.

    Ucieszyła mnie informacja o procesie beatyfikacyjnym jednej z wizjonerek… z niezbyt wzniosłego powodu: bardzo lubię imię Basia. (Swoją droga, gdy jesteśmy przy zakazach zaborców, wiecie, że rosyjska cenzura go nie lubiła, jako wzbudzającego polskie uczucia patriotyczne?). Mieć polską Basię na ołtarzach, to byłoby coś.
    Przy okazji, Twój wpis u Riv przeczytałam, ja tam nie komentuję, bo nie daję rady (technicznie). Dziękuję:)

    • Renata

      Bo Basie to zwykle są niezłe agentki, nic dziwnego, że cenzorzy się ich bali 🙂
      Święta Basia – to by ładnie brzmiało, tak jak św. Staszek.

    • Renata

      Przyjedźcie, koniecznie 🙂 O Warmii i Mazurach też byś potem mogła coś napisać. A potem o Podlasiu, o Pałukach, o Kujawach… coś ci znajdziemy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.