Łąka, pergaminy i Mała Tereska, czyli Grębocin zaprasza

wpis w: małe stacje wielkich kolei | 4

Jestem tutaj trochę rzadziej, bo dzielnie macham szydełkiem. W grudniu po raz pierwszy stanę ze swoim rękodziełem na prawdziwym jarmarku bożonarodzeniowym – dokładnie 10 grudnia w remizie w Grębocinie. Tuż za Toruniem. Dlaczego warto tam pojechać (nie tylko ze względu na bombki szydełkowe)?

Proszę dotykać eksponaty!

Ilustracja do tekstu Łąka, pergaminy i Mała Tereska, czyli Grębocin zaprasza.

Pierwsze spotkanie z Grębocinem to spacer po Muzeum Piśmiennictwa i Drukarstwa razem z Toruńskimi Spacerami Fotograficznymi. Jak było? Cóż, organizatorka spaceru stwierdziła, że wyglądaliśmy jak dzieci w sklepie z cukierkami. Bo to i stare pergaminy zapisane tajemniczymi literami zwisające spod pułapu (pułap zresztą też ciekawy, bo kiedyś tu był gotycki kościół katolicki, potem protestancki, potem malownicza ruinka – aż dostała się w ręce zapaleńców), i pióra do pisania atramentem, i maszyny drukarskie (nawet z chińskimi literami), a dla dzieci kolejna atrakcja – samodzielne czerpanie papieru. Na zwiedzanie i przeróżne warsztaty trzeba się wcześniej umówić – ale warto.

Leśmian tu był

Kolejna wizyta w Grębocinie to znów sprawka naszych wędrowników z TSF-u. W 2018 r. padł pomysł, żeby na stulecie odzyskania niepodległości podzielić mapę Torunia na 100 części i w każdej z nich zrobić sesję. Pomysł przedni, a że listopad, plucha, szaroburo? Zawsze się coś ładnego znajdzie.

Ilustracja do tekstu Łąka, pergaminy i Mała Tereska, czyli Grębocin zaprasza

Trafił mi się Grębocin nad Strugą (dzielnica Torunia), a konkretnie niesamowita łąka przy ul. Działowej. Trzeba wysiąść na pętli, przejść w dół ulicą Dojazd i można się nacieszać. W dali majaczą wieżowce ze Skarpy, a tutaj stawy (żywe albo zarastające), trawy, drzewa, motyle, ptaki, górki i doliny. Trzeba trochę uważać na właścicieli psów, puszczających je samopas, ale raczej jest spokojnie i dziko jednocześnie. Prawdziwy odpoczynek dla oczu.

Oprócz łąki przecudnej urody fotografowie już w samej wsi Grębocin mogą zobaczyć pole lawendy (Lawenda pod Trójką). Zresztą nie tylko fotografowie.

Pan Bóg i przedsiębiorcy

W kościele w Grębocinie, który nosi wezwanie św. Teresy z Lisieux, znajdują się także relikwie jej rodziców – i piękny obraz w prezbiterium. Wiecie, że Zelia Martin też była rękodzielniczką? Robiła rozchwytywane koronki, zatrudniała współpracowniczki i kombinowała, co tu zrobić, żeby mieć czas dla męża i dzieci. Ludwik był zegarmistrzem i ku zgorszeniu mieszkańców małego miasteczka na niedzielę zamykał warsztat. Sto lat później mógłby napisać e-booka, na czym polega work-life balance.

Niektórym wieża kościoła przypomina remizę – i coś w tym jest. W dwudziestoleciu międzywojennym strażacy używali jej do ćwiczeń. Na szczęście teraz wiek wskazuje, że jest już czcigodnym zabytkiem i nikt nie będzie po niej zjeżdżać.

Kilka lat temu mieszkańcy Grębocina zapraszali na niesamowite Misterium Męki Pańskiej. Co prawda teraz już go nie obejrzymy, ale jeśli chcecie inspirować się dobrą fotografią, to warto zobaczyć piękne zdjęcia reportażowe Wiesława Ochotnego (na przykład tu i tu).

Poza tym z różnych stron dochodzą słuchy, że im tu po prostu dobrze z oczu patrzy.

Ilustracja do tekstu: Łąka, pergaminy i Mała Tereska, czyli Grębocin zaprasza

4 Responses

  1. Alicja M.M.

    Przy tak miłej patronce powinno im dobrze z oczu patrzeć. To się udziela
    A co do kształtów architektury kościelnej… jeden z łódzkich kościołów bywa przez tubylców nazywany… skocznią narciarską.

  2. Alicja M.M.

    Bunkier to współcześnie chyba nie taka rzadkość, niestety… Ale wyciskarka intryguje!

    • Renata

      To od kształtu kopuły kościoła – jedziesz, jedziesz, aż tu nagle spośród drzew wyłania się wyciskarka. Ale w tym kościele architekt w ogóle zaszalał. Prostota jednak potrafi powiedzieć dużo więcej 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *