Grudziądz, pizza i ogórki

wpis w: małe stacje wielkich kolei | 0
Ilustracja do tekstu "Grudziądz, pizza i ogórki"

Cieszę się, że podobał się wam artykuł o Wąbrzeźnie. Dziś mam dla was opowieść o innym mieście w moich okolicach – Grudziądzu. A że warto tam pojechać i zobaczyć je na własne oczy, to oczywista oczywistość.

Grudziądz okiem taterniczki

Po mieście oprowadzało mnie kilku przewodników. Pierwszymi byli Madzia i jej synek Franio. Madzia, jak na miłośniczkę gór przystało, zaczęła wyprawę od wejścia na wieżę Klimek – tylko tyle zostało po dumnym krzyżackim zamczysku. Ale z góry widok jest nieziemski: nadwiślańskie błonia, czerwone dachy kamienic, gotyckie mury, muzeum w dawnym konwencie benedyktyńskim. W okolicach słynnych spichrzów oprócz ułana z dziewczyną spotykamy pasjonatów – Grudziądzkie Spacery Fotograficzne. Mają co zwiedzać! Na rynku wita nas pomnik Kopernika (tak, tutaj też go mają) i niskie, kolorowe kamieniczki. Trzeba się rozejrzeć za tramwajem – bo Grudziądz może i nie jest wielki, ale własny tramwaj ma!

Ilustracja do tekstu "Grudziądz, pizza i ogórki"

Zasiadamy do na pizzy, a potem dalej w drogę: kolejne, tym razem malowniczo ukwiecone secesyjne kamienice, w tym niezwykły budynek biblioteki i park. A że jesienią zmrok szybko zapada, już wkrótce możemy zobaczyć granatowe niebo nad Wisłą i światła samochodów na moście – efekt niemal jak na obrazie Van Gogha.

Niestety, Madzia spotkała na swojej drodze groźnego przeciwnika i nie może jeździć w swoje ukochane Tatry ani tym bardziej być przewodniczką po pomorskich miastach. Jeśli chcecie wspomóc jej leczenie, żeby znów mogła biegać po górach i zarażać swoje dzieciaki szukaniem pięknych kątów, zostawiam wam link do zbiórki: Magda – WALCZ – razem pokonamy raka

Grudziądz, którego nie ma

Ilustracja do tekstu "Grudziądz, pizza i ogórki"

Ale mam jeszcze jednego przewodnika po Grudziądzu. Do naszej edycji „Niedzieli” pisze artykuły rdzenny grudziądzanin, poeta i artysta malarz, Zenon Zaremba. Wspomnienia z jego dzieciństwa i młodości czyta się jak powieść przygodową. Starsze osoby pamiętają rzeczy, które już nie wrócą, więc tym bardziej ich opowieści są bezcenne.

Jak na przykład o profesorze z Bydgoszczy, który dowiedziawszy się, że jego zdolny uczeń z niewielkiego miasta chce zakończyć edukację, bo zwyczajnie go nie stać, po naradzie z żoną odstępuje mu pokój na cały czas trwania nauki. Albo o oficerze wojska ludowego, który w tajemnicy przed swoim przełożonymi od rzeźbiarza pięknie wyrzeźbiony krzyż. Albo o cioci, która z okazji Pierwszej Komunii Świętej, przyjmowanej przez małego Zenona już po wojnie, obdarowała go słoikiem ogórków kiszonych. Był zadowolony, więc pytanie – co to były za ogórki?!

Ilustracja do tekstu "Grudziądz, pizza i ogórki"

Pan Zaremba podzielił się także dramatycznymi wspomnieniami z czasów wojny. Kiedy Grudziądz nazywany był Graudenz, a synowie niemieckich sąsiadów nagle zaczęli dokuczać chłopakom z podwórka. Na szczęście ich mama zachowała odrobinę zdrowego rozsądku i w tajemnicy przed mężem i synami od czasu do czasu podrzucała sąsiadom pożywienie.

Grudziądz wyszedł z wojny w 60% zniszczony, poniósł także ogromne straty w ludności (pisze o tym m.in. Wojciech Wielgoszewski), tymczasem w połowie lutego 1945 r. przez miasto przetoczyli się nowi „wyzwoliciele” – ze Wschodu.

Grudziądzkie Lepanto

Któregoś zimowego dnia do piwnicy, w której ukrywali się państwo Zarembowie wraz z innymi rodzinami, wpadli radzieccy żołnierze i kazali się natychmiast stamtąd zabierać. Wyprowadzili ich za miasto, po czym okradli z cenniejszych rzeczy – np. butów. Następnie zaaresztowali mężczyzn, zatrzymując ich w pobliskim domu.

Ilustracja do tekstu "Grudziądz, pizza i ogórki"

Kobiety z dziećmi zostały na dworze. Godziny mijały bez zmian, niepokój narastał. W pewnym momencie mama Zenona, która przez cały czas się modliła, wzięła go za rękę i zapukała do drzwi domku. Otworzył jej pijany czerwonoarmista. Powiedziała, że przyszła po męża, za którym płacze szóstka jego dzieci. Żołnierz był niewzruszony. Do czasu. Kiedy zobaczył różaniec, zapytał, co to. – To jest różaniec – odparła pani Maria. – Modlę się, żebyście wypuścili mojego męża. – Aha – wojak niepewnym krokiem udał się w głąb domku, porozmawiał z jakimś oficerem, po czym… zwrócił wolność jej mężowi.

Rodzina pana Zenona nie wróciła jednak od razu do swojego domu. Czekała ich jeszcze tułaczka, prowizoryczne mieszkanie w opuszczonej chacie i przygoda z wygłodniałą kozą. Kiedy wreszcie całą ósemką dotarli do kamienicy, w której mieszkali przed wojną i przestąpili próg mieszkania na pierwszym piętrze, okazało się, że ich ukochane kąty zostały zdemolowane i ograbione. Nie wiedzieć jednak czemu złodzieje zostawili jedną rzecz – obraz Matki Bożej Częstochowskiej, który w jednym z pokoi czekał cierpliwie na powrót gospodarzy.

Ilustracja do tekstu "Grudziądz, pizza i ogórki"

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.