Cud w Sokółce i kryminał na Podlasiu, czyli Marta Łysek w akcji

wpis w: książki | 2
Ilustracja do tekstu Cud w Sokółce i kryminał na Podlasiu, czyli Marta Łysek w akcji

Pamiętacie Martę Łysek, z której Listów od M. korzystałam, coby rozgrzać pióro? Marta ma pióro całkiem rozgrzane, a ostatnio wydała kolejną książkę. Wiedziałam, że akcja będzie się działa w Sokółce, ale żeby na spokojnym Podlasiu wydarzały się zbrodnie? Okazuje się, że owszem.

O tak o

Wiem, że niektórzy przeczytali już książkę z perspektywy miłośników kryminałów, a ja sobie czytałam z perspektywy miłośników małych miejscowości – i tu autorka ma duży plus. Sokółka czy Białystok oczami krakowianki to nie żadna Polska B. Tutaj mieszkają ludzie, którzy mają swoje pasje, zwyczaje, sposób podróży, pracy, relacji rodzinnych. Dialogi pisane są tak, by czytelnik miał wrażenie, że bohaterowie zaciągają i słychać to charakterystyczne „podoba się dla mnie” czy „o tak o”. Marta ich po prostu lubi – i to się czuje.

Cud w Sokółce

Mała Sokółka kojarzy się z cudem eucharystycznym – ale czytelnicy oczekują, że także tutaj stanie się cud i zaplątane wątki w końcu się rozplączą. A kiedy już zaczynają się domyślać, kto jest winien morderstwa proboszcza (ale to naprawdę pod koniec), trzymają kciuki, żeby udało się go unieszkodliwić.

W międzyczasie wykluwają się dwa inne cuda – nawrócenie niewierzącego, który w gruncie rzeczy chce być uczciwy i człowieka wierzącego, który tak się w życiu zaplątał, że potrzebował mocnego potrząśnięcia. Tu nie ma postaci z cukru (może oprócz żony policjanta) – i dobrze.

Podoba się dla mnie

Niektórzy z was może pamiętają z romantyzmu powieści poetyckie – tu jakiś motyw, tam nagle jakaś retrospekcja. Czytelnik z początku zagubiony, ale w końcu to się składa w całość (z jednym wyjątkiem – w pierwszej polskiej powieści poetyckiej jej bohaterka, Maria, ginie w niewyjaśnionych okolicznościach i tak ma być, ale autor wstępu do BN-ki wie lepiej).

I tak mi się trochę „Ciało i krew” czytało, kiedy czekałam, aż w górach poprawi się pogoda. Wciąga, bo chce się w końcu połączyć te wątki, dojść, kto jest kim. A Marta Łysek zaskakuje i jak już sobie coś ułożymy w głowie, to okazuje się, że jest zupełnie inaczej. I że jeśli czasami nie spojrzymy głębiej na własne pragnienia i motywacje, może się to zakończyć prawdziwym dramatem.

Może dlatego tytuł można odczytywać wieloznacznie? Ciało i krew – to przecież cud z Sokółki, zamordowany proboszcz, ale i to, co dzieje się w człowieku (jak by to u nas powiedzieli, „chełmżyńska krew nie maślanka”). Zresztą jest tam pewna miłośniczka psychologii, która będzie mocno zaskoczona różnicą między teorią a praktyką.

Czekam na nowe książki Marty Łysek. O tak o!

2 Responses

  1. Mariusz Litwinienko

    Hej, Renata! Odwiedziłem kiedyś ziołową część Podlasia. Spokojna, pachniała świeżym deszczem i gorący rosół, mmmmmmm. A teraz tam mordują? A niech to! 😉 Nie czytałem do tej pory polskiego kryminału i nie wiem, jak to się stało. 🙂 Ale chcę to zmienić. Mam na oku Katarzynę Bondę, a teraz dorzucam „Ciało i krew”, bo lubię klimat małych miejscowości – urocze zakątki i fajnie opisałaś. Dzięki i wiem, że książka mnie poniesie :).

    • Renata

      Kiedyś czytałam jeden kryminał, ale tam były prawie same dialogi, więc bałam się sięgnąć po kolejny. Na szczęście u Marty rzeczywiście widać podlaskie klimaty 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.