Kto mi dał skrzydła, czyli „Pełnymi garściami” Barbary Turek

wpis w: książki | 0
Ilustracja do tekstu Kto mi dał skrzydła, czyli "Pełnymi garściami" Barbary Turek

Książkę Barbary Turek chciałam przeczytać, odkąd mignęła mi gdzieś w internetach. Czas mijał… Basia przyjechała na jakieś spotkanie ze studentami w Toruniu, robiłam zdjęcia z pracy, nie wpadłam na to (poważnie!), że będzie mieć książki.

Wreszcie przyjechała do naszej parafii. I nie było wymówek 🙂

Opowieść Basi warto czytać powoli, delektować się, wracać po jakimś czasie. Odkrywać piękno nie tylko opisywanych przez nią historii, ale też jej wewnętrzne piękno. Nabierać nadziei. Na jeden dzień, drugi, kolejny.

Rodzice osób niepełnosprawnych nieraz patrzą na nie jak na swoje maleńkie pisklęta, potrzebujące pomocy… a ten ptak już wyrósł i chce rozwinąć skrzydła! Na przykład iść na studia.

W swojej „Księdze życia” (bo z temperamentu Barbara Turek przypomina ognistą świętą z Avili) autorka opisuje podróż nie tylko ku samodzielności (mimo tego że ma 85% niepełnosprawności, mieszka sama).

To także droga odkrywania Bożej Opatrzności – jak choćby ludzi, którzy chcą nie tyle jej pomagać, co po prostu z nią żyć. Przy czym jedni pytają, czy ogolić jej nogi (w końcu jak każda kobieta lubi nosić sukienki), a drudzy jadą autostopem do Rzymu.

To opowieść o odkrywaniu swojego powołania i obdarowania. Basia Turek jest często zapraszana na rekolekcje, szczególnie dla młodych – a do tego ma talent, chociaż jej ciało potrafi płatać figle i sztywnieć w najbardziej nieodpowiednim momencie. Ale potrafi też słuchać, a czasem po prostu być. Może to najważniejsze?

To także odkrywanie pięknej twarzy Kościoła – młodych, studenckich wspólnot, które jeszcze mają zapał nie tylko do ewangelizacji, ale i bycia ze sobą. To znajdowanie księży, do których można zadzwonić jak do braci o każdej porze dnia i nocy (tak, Basia wspomina też o tych, którzy zastygli w stanie starokawalerskim, ale takich na szczęście zna o wiele mniej).

Aby zebrać opowieści w jedną całość, potrzeba było uważnego słuchacza – dziennikarki Dominiki Frydrych, prywatnie koleżanki ze wspólnoty Barbary. I zespołu redakcyjnego wydawnictwa Esprit, który miał „nieskończone pokłady miłosierdzia wobec chaosu na kolkach”. Warto było!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *