Niebo do wynajęcia, czyli po co ci copywriter

wpis w: szkoła pisania | 0
Ilustracja do tekstu "Niebo do wynajęcia"

Jedno z ćwiczeń na kursie u Maćka Wojtasa to napisanie artykułu sponsorowanego o copywritingu. A właściwie o copywriterze, który niemal ratuje komuś życie. Dumałam, dumałam, aż w końcu powstał taki tekst. Jak wam się podoba?

Po co ci copywriter?

Mieszkanie stało puste. Wytarta rączka od drzwi piekarnika daremnie czekała na otwarcie sezamu, który co jakiś czas wyrzucał z siebie pachnące jagodzianki, pizzę na drożdżowym cieście i sernik z tajemnego przepisu. Sekretne przepisy mieściły się zwykle w poszarpanych zębem czasu zeszytach na trzeciej półce, teraz jednak przepiśniki zaległy na dnie kartonu i czekały na otwarcie w nowym mieszkaniu. Tymczasem mieszkanie przy ul. Radosnej 5 z tęsknotą oczekiwało na nowego właściciela. Kim on będzie?

Może wprowadzi się tu rodzina z małymi dziećmi, które na ścianach w małym pokoju będą rysować wieloryby i zostawiać ślady łapek pełnych czekolady? Może drugi pokój zajmie babcia, która w głębokich szufladach komody schowa swoje skarby: włóczki, druty, modlitewnik i różaniec? Może zamieszka tu narzeczony, który pogwizdując przebój Eugeniusza Bodo o dobrej żonie, odświeży ściany w dużym pokoju i zamontuje karnisze?

Jeśli znajdę taką żonę, że się kochać będę w niej, ok, ok,
będę zawsze wierny jej.
Nie przyczynię takiej żonie ani smutków, ani łez, oh yes, oh yes,
będę zawsze wierny jej jak pies.
Obnosić będę ją na rękach,
rzucę jej pod nogi cały świat,
ze słońca będę przez okienko
promienie złote dla niej kradł.

- zawtórował obszerny balkon. Przez barierkę przemknął kot sąsiadów, ale nie znalazłszy ani pelargonii, ani stolika i krzeseł, które zwykle tu stały, oczekując na gości, wycofał się jak niepyszny. A tymczasem z balkonu rozpościerał się widok na niedalekie wiślane błonia, w słoneczne dni oblegane przez rodziny z dziećmi.

Dzień dobry, pani Agnieszko! – zawołał sąsiad spod czwórki na widok dawnych mieszkańców pustego mieszkania. – Widzę, że mieszkanie ciągle niesprzedane!

-Niestety!

-Może zatrudnijcie copywritera?

-Do sprzedaży mieszkania?

-Dlaczego nie? Wie pani, oni ciągle coś piszą.

Na szczęście w kamienicy w parku mieszkała pewna copywriterka. Kiedy Agnieszka przekroczyła drzwi mieszkania, jej oczom ukazał się niezwykły widok: w dużym salonie pełnym słońca wznosiły się książkowe góry, z biurka sympatycznym wzrokiem zerkała maszyna do pisania, a z pokoju do pokoju przebiegało czterech chłopców, którzy akurat bawili się w wyścigi. Od razu poczuła się swojsko.

- Bobu? Kawy? – zaproponowała pani copywriter.

-Mamy też colę – dodał jeden z chłopców.

-I miętówki – dodał drugi.

-I auto – powiedział najmłodszy, wciskając Agnieszce resoraka o wyraźnych śladach użytkowania.
Gościnne przywitanie ośmieliło Agnieszkę i od razu wyłuszczyła, z czym przyszła. Copywriterka słuchała i notowała, a tymczasem chłopcy postanowili dodać coś od siebie:

-A czy jest tam blisko boisko? I można pojeździć rowerami?

-A jest harcówka? Albo Skauci Króla?

-A gdzie są sklepy? Żeby kupić colę!

-I auto!

-Wszystko jest – opowiadała Agnieszka – i mały targ pod blokiem, i parking, i kosmetyczka, i fryzjer. Ale chyba najważniejsze, że bardzo dobrze tam się czuliśmy.

-O, a to ważne! – ucieszyła się pani copywriter i postawiła kropkę nad i.

Już następnego dnia Agnieszka zmieniła treść ogłoszenia o sprzedaży mieszkania. W kilka dni później opustoszałe mieszkanie wyraźnie się poruszyło. Winda jeździła z góry na dół, wnosząc kartony, pudełka, garnki i doniczki z kwiatami. Gdy drzwi za nowymi właścicielami się zamknęły, a oni oboje, przeskakując pudła, wyszli na balkon, by chwilę odetchnąć, okna w kuchni porozumiewawczo mrugnęły do ścian w korytarzu.

-Będzie im tu dobrze, co nie?

-No ba! – odpowiedział korytarz, a okna w salonie wzruszone zatrzepotały firankami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.