Afrykańskie upały, czyli polecajka książkowa o Wandzie Błeńskiej

wpis w: książki | 1

Czy u was też mroźnie? Pachnie piernikami, palą się świeczki, w oknach wyszydełkowane zazdrostki… a ja tu wyskakuję z książką dla dzieci o Afryce. Ale robię to bardzo celowo, może nie macie pomysłu na prezent dla najmłodszych – to już macie. Udało mi się ją kupić w najzwyklejszej księgarni stacjonarnej, więc szansa jest duża.

Polecajka książkowa będzie i o Elizie Piotrowskiej, i o Wandzie Błeńskiej. Pierwsza z nich jest autorką bardzo dobrych książek dla dzieci, w dodatku własnoręcznie ilustrowanych – by przypomnieć tylko serię „Święci uśmiechnięci” czy zwariowaną Ciocię Jadzię. Poznałam ją podczas wieczoru autorskiego (online) w grudziądzkiej bibliotece (która potem stała się tłem do bajki o żyrafie). Poczucie humoru, lekkość rymowanych opowieści, zrozumienie dziecięcej psychiki – to wszystko sprawia, że z czystym sercem można podrzucić jej pozycje małym czytelnikom.

A Wandy Błeńskiej chyba przedstawiać nie trzeba? Niesamowita torunianka (tak, jest honorową obywatelką Poznania i jej proces beatyfikacyjny toczy się na terenie archidiecezji poznańskiej, ale jako młoda dziewczyna biegała po ulicach Piernikowa), zaangażowana na studiach medycznych w Koło Misyjne, a w trakcie wojny – w działalność konspiracyjną. Czy patrząc na zdjęcie, na którym jest najbardziej uśmiechniętą osobą, można się domyślić, że szmuglowała leki dla więźniów?

W kilka lat po wojnie wyjeżdża do Ugandy, otwiera profesjonalny ośrodek dla osób chorujących na trąd, ciągle się dokształca, a jednocześnie chodzi po górach, pływa łódką i jako starsza już osoba jeździ na motorze. Kiedy jako osiemdziesięciolatka wraca do Polski, dalej dzieli się swoją pasją misyjną. Otrzymując nagrody, mawia: „Może kto inny zrobiłby więcej?”.

Najbardziej rozpoznawalny jest chyba jej uśmiech.

Co jednak zrobić, żeby książka dla dzieci o kimś tak wszechstronnym nie brzmiała jak panegiryk? Elizie Piotrowskiej się to udaje. Rysunki, swoją prostotą przypominające dziecięce próby ilustrowania świata. Do tego kartki w linie, zapisane dziecięcym pismem. Ciepłe, żywe kolory, przypominające afrykańskie stroje. Zamiast chronologicznej opowieści mały czytelnik otrzymuje kartki z pamiętnika swojej ugandyjskiej rówieśniczki – Taitiki oraz listy małego Mukisy, który bardzo chce przeżyć jakąś przygodę. Historie z życia Dokty, tak ważnej dla mieszkańców Buluby, są wplecione w życie jej sąsiadów, przyjaciół, dzieci z wioski. To książka o przyjaźni, pokonywaniu trudności, spełnianiu marzeń, radości życia, przyjęciu tego, że można się pięknie różnić oraz o odnajdywaniu przede wszystkim tego, co łączy.

Jeśli nie znacie jeszcze tej powieści Elizy Piotrowskiej o świętej uśmiechniętej – koniecznie ją przeczytajcie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.