Walentynki, czyli jak napisać romans chrześcijański

wpis w: książki | 0
Ilustracja do tekstu "Walentynki, czyli jak napisać romans chrześcijański"

Wiecie, że istnieje taki gatunek literacki, jak romans chrześcijański? Wymyślili go Amerykanie i jak to na nich przystało, ocieka lukrem. A chrześcijański, bo pojawiają się motywy religijne.

Czytam książki od piątego roku życia i do tej pory zmęczyłam z tego gatunku raptem dwie sztuki. Nie wiem, gdzie był tłumacz, gdzie był redaktor (może płakał, jak czytał?), dlaczego autor – jak by to powiedział Piotr Chojnacki z bloga Zacofany w lekturze – obraża inteligencję czytelnika. I nie rozumiem, dlaczego książki kogoś, kto tak źle pisze, są reklamowane jako objawienie literackie.

Ale są chwalebne wyjątki. I ten wyjątek chcę wam walentynkowo polecić.

Wolniej

Piotr Ozygała jest olsztyńskim nauczycielem, a „Brzozowo” to jego debiut, wydany w 2019 r. nakładem regionalnego wydawnictwa Elset. Skromna okładka niewiele mówi i czytelnik nie podejrzewa nawet, że zostanie wciągnięty w akcję pomiędzy Olsztynem a Śniardwami, od której nie będzie mógł się oderwać.

Akcję… wydarzenia toczą się wolno, bohaterowie mają czas, żeby poleczyć połamane serca, zastanowić się nad sobą, nad swoimi pragnieniami. Podumać, czym w ogóle jest miłość, jaką rodzinę chcieliby założyć, nad czym pracować, żeby to ich wielkie pragnienie nie skończyło się fiaskiem i zamknięciem na miłość. W romansie chrześcijańskim wielkie uczucie (celowo używam tego wyrazu) wybucha mniej więcej na stronie piątej, po czym bohaterowie nie mogą bez siebie żyć – tutaj zaczyna się spokojnie gdzieś w środku lektury. I na wszystko jest czas.

Zwyczajniej

A chrześcijaństwo? W jednej z tych przesłodzonych książek duszpasterstwo akademickie ograniczało się do szukania męża albo żony. Tutaj bohaterowie w bogactwie Kościoła odnajdują to, co im odpowiada: neokatechumenat, grupę charyzmatyczną, rekolekcje dla oazowiczów (dom w Nowym Kawkowie istnieje naprawdę), wyprawy na Camino czy wyjazdy misyjne (zresztą właśnie misje w Kazachstanie zaważą na losach głównej bohaterki). Albo szukają Boga w prostych, tradycyjnych znakach, jak ich dziadkowie. Nie boją się mówić o śmierci, zadbać o groby Mazurów, odpowiadać na pytania dzieci, brać na rolki dziewczyny jeżdżącej na wózku inwalidzkim, powalczyć o szkołę w małej wiosce. Właśnie dlatego, że to, w co wierzą, pcha ich do działania.

Jeszcze dwa plusy: nawiązania literackie (wreszcie ktoś to powiedział, że doktor Judym w stosunku do Joasi zachował się egoistycznie) i opisy przyrody. Może nie jak u Elizy Orzeszkowej, ale naprawdę można sobie wyobrazić łąki, lasy czy jeziora.

Jeśli szukacie lektury na walentynki, ale nie przesłodzonej, a jednocześnie nienachalnie przemycającej wartości, sięgnijcie po „Brzozowo”. Polubicie Agatę i Adama, ale także ich bliskich: Martę, Kazika, Kasię i Pawła z dziećmi, Barbarę i Mariana, Julkę, panią Emilię, ojca Marka, Weronikę. A jeśli chcecie sami napisać romans chrześcijański, to właśnie tędy droga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.