Sprawa dla żyrafy, cz. 1

wpis w: szkoła pisania | 0
Ilustracja do bajki "Sprawa dla żyrafy"
„Weź miodu przaśnego ile chcesz…”
A nie, to było trochę inaczej. Na kursie pisania u Marty Łysek dostawaliśmy regularnie twórcze zadania. A to wymyślenie opowiadania na podstawie trzech słów, a to rozpisanie dialogu, a to przerobienie poezji na prozę (a nawet audycję radiową). I tak powstał początek opowiadania o żyrafie – dokończony na kursie u Maćka Wojtasa.
Jesteście ciekawi? To zapraszam do spotkania z niejaką Reginą i jej przyjaciółmi z małego miasteczka.

Stała przy przystanku, gdy podszedł. Stał przez chwilę obok, sprawdził rozkład, pokręcił się i porozglądał, aż w końcu stanął o krok i powiedział:

– Przepraszam, czy pani jest prawdziwa?

Regina spojrzała na niego z wysokości swoich 5 metrów:

– A co, nie widziałeś nigdy żyrafy? – po czym skubnęła listki pelargonii z pobliskiego balkonu.

Zaniepokojona podejrzanymi szmerami staruszka wyszła z mieszkania.

– A, to ty, kochanie! – ucieszyła się na widok gadającego zwierzęcia – Masz ochotę na smoothie?

Żyrafa przesłała babci porozumiewawczego całusa.

– Pani Malinowska – krzyknął z dołu Kornel – Co to w ogóle jest? Gadająca żyrafa w środku miasta? Pani ją zna?

Regina znów mierzyła wzrokiem mundurowego:

– Tak, panie się znają. A ty nie krzycz tyle, bo złapiesz chrypkę.

Miętosił druczek do wypisywania mandatów, ale za bardzo nie wiedział, co z nim zrobić. W końcu zdecydował, że wkroczy do mieszkania pani Malinowskiej. Tymczasem babcia poiła żyrafę mieszkanką szpinaku, pietruszki i bananów. Na klatce pachniało domowym ciastem i Kornel w gruncie rzeczy miał nadzieję, że uda mu się uszczknąć co nieco. Trzeba być tylko miłym wobec nobliwej damy pamiętającej chyba jeszcze odzyskanie niepodległości w 1918 r. (no dobra, może trochę mniej. W każdym razie – zawsze tu była) i wyjaśnić sprawę żyrafy.

Żyrafa pojawiła się w miasteczku jakiś tydzień temu. Początkowo zgłaszano pojawienie się łosia na przedmieściach (od biedy byłoby to nawet możliwe, w końcu las niedaleko). Kiedy jednak okazało się, że zwierzę rodem z Afryki przechodzi po pasach w środku miasta, zagląda do tramwaju i próbuje sforsować wieżę widokową, a w dodatku zagaduje przechodniów, municypalni zostali postawieni w stan gotowości.

– Wchodź, wchodź, Kornelku – babcia Malinowska nie bała się niczego, a już na pewno nie policjanta w wieku jej wnuków. – Chciałbyś zapytać, skąd się znamy z Reginką?

– Właśnie, właśnie…

– A pamiętasz sprawę Leokadii, konia ze skrzydłami?

– Leokadii?

– Ech, czego was uczą w tej szkole. No ale chodź, nie bój się. Reginka ci nic nie zrobi.

Z gęstwiny pelargonii i fiołków wystawał łeb żyrafy.

– Proszę się rozejść – zaczął Kornel, choć trochę niepewnie.

– Reginka jest i piękna, i mądra, więc się nie rozdwoi – zaoponowała babcia Malinowska. – A właściwie, skoro jesteś policjantem, to mógłbyś jej pomóc.

Kornel zastanawiał się, w co się właściwie wpakował. Z obrazu nad biurkiem ironicznie spoglądał nań pan Malinowski. To znaczy – był pewien, że właśnie tak patrzy na niego, odkąd przyłapał go na mazaniu tablicy smalcem. Było to już z dwadzieścia lat temu z hakiem, a policjant dotąd pamiętał własnoręczne szorowanie szkolnego sprzętu, które zafundował mu groźny woźny. Teraz pan Malinowski patrzył spod krzaczastych brwi, upewniając go, że jednak nie ucieknie.

– Skup się, Kornelku. Reginka jest tak naprawdę agentem do spraw specjalnych.

No cóż, mógł się domyślać.

– Otóż z naszej biblioteki giną książki. I to nie dwie, trzy tygodniowo, nieoddawane przez zapominalskich. Giną w dziesiątkach, setkach, i to codziennie! Czy miejscowa policja już się tym zainteresowała?

Żyrafa też świdrowała go wzrokiem. Zupełnie jak pan Malinowski.

– No, ja to właściwie jestem z drogówki, a nie z wydziału śledczego…

– Widzę, że nie można z tobą po dobroci – żachnęła się staruszka – obiecuję ci więc, że nie ukroję ci ani kawałka szarlotki, jeśli w tej chwili nie weźmiesz się do roboty!

To już był szantaż. Wszyscy w mieście wiedzieli, kto piecze najlepsze ciasta. Pozbawiać się tej przyjemności? Przy niedzieli?

– Reginka od tygodnia pilnuje okolic biblioteki, jednak nie wytypowała nikogo podejrzanego. A zauważ, że może wiele wypatrzeć ze swojej perspektywy. Niestety, nie może wejść do biblioteki – jest za wysoka.

– A czy ktoś już spisał te brakujące książki? Sfotografował półki? Założył kamerę? – Kornel powoli się angażował, w końcu wizja ciasta babci Malinowskiej była kusząca.

Z rozmowy wyrwał ich przeraźliwy krzyk. Po chwili na balkonie zjawił się fotograf – Regina chwyciła go, kiedy stał na ulicy i usiłował zrobić jej zdjęcie.

– Żyrafo! To niedopuszczalne! – zdenerwowany przyciskał aparat do wątłej klatki piersiowej – Obiektyw to bardzo delikatny mechanizm! Nieodporny na wstrząsy!

Żyrafa wytknęła język i mlasnęła go po czuprynie, tworząc na jego głowie zabawny czub.

– No już, już, nie gniewaj się. Jak chcesz, to jeszcze wyczyszczę ci matrycę.

– Nie, nie, nie, nic z tych rzeczy – zaprotestował.

– Dzień dobry, Marcinku – powitała go pani Malinowska – przydasz nam się ze swoim sprzętem. Jeśli oczywiście chcesz szarlotki.

– Chciej – mruknął Kornel – Inaczej cię stąd nie wypuszczą.

Ciąg dalszy nastąpi 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.