Święci na czereśni

wpis w: szkoła pisania | 12
Ilustracja do posta "Święta na czereśni"

Ostatnio mam ciekawe spotkania z mamami. Najpierw jeszcze w Toruniu z Iwoną Zduniak (anglistką, wirtualną asystentką i copywriterką), a w Krakowie z Rivulet (polonistką, blogerką i autorką 3 książek, które niecierpliwie przebierają nóżkami w wydawnictwach oczekując na ukazanie się światu). O czym rozmawiałyśmy? Między innymi o książkach dla dzieci i o tym, jak pisać o świętych.

Bo przecież opowieści o świętych jak z obrazka będą je nudzić. Tym bardziej, jeśli będą kiepsko napisane. A przecież święci wzrastali w świętości – to znaczy w kochaniu.

Oczywiście, że każdy czas wymaga innych przykładów. W średniowieczu musiał być Boży władca, w XIX wieku – zakonnica ukryta w murach klasztoru. Teraz bardziej poruszają świadectwa rodzin.

A gdyby tak, zamiast prezentować nieosiągalne wzory cnót, przedstawić młodym Bożych wariatów?

Elżbietę od Trójcy Świętej, która weszła na drzewo czereśni (zwanych w Dijon karmelitankami) i objadała się nimi do rozpęku, twierdząc, że w ten sposób zdobędzie powołanie do Karmelu.

Urszulę Ledóchowską, która także ganiała z braćmi i siostrami po drzewach, znała kilkanaście języków europejskich i apostołowała uśmiechem i poczuciem humoru.

Staszka Kostkę, który złaził tysiące kilometrów w górach, żeby tylko wypełnić swoje powołanie.

I jego kuzynkę, Magdalenę Mortęską, która, aby zostać zakonnicą, zwiała z aresztu domowego. Mistyczkę, która uczyła siostry czytać i jeść widelcem. I odnowiła zakon.

Wacka Koźmińskiego – późniejszego o. Honorata – który w dzieciństwie każdego dnia musiał coś spsocić. Na przykład włożyć głowę do pieca. Mimo tego, że wraz ze współbraćmi jest obserwowany przez władze carskie, zakłada 14 ukrytych zgromadzeń zakonnych.

Marię Karłowską zwaną Mysią, która umawiała się z prostytutkami na cmentarzu (to już dla starszej młodzieży).

Mundka Kolbe, który rozrabiał tak, że mama zastanawiała się, co z niego wyrośnie.

Moje opowieści o cudach świętych czy biografie św. Teresy i św. Ludwika są już raczej dla dorosłych, ale osobiście polecam serię Elizy Piotrowskiej „Święci uśmiechnięci”.

Jakie książki o świętych polecilibyście dla dzieci?

12 Responses

  1. Agaja

    Wicek Frelichowski jeszcze… 🙂

    Urszula moja ulubiona, fest kobieta. Natrafiliśmy niespodziewanie na jej ślady w Danii kiedyś….
    W moim dzieciństwie nie miałam książek o świętych (choć książek było mnóstwo). I nie miały ich chyba też nasze dzieci, poza jakimiś okazjonalnymi, niekoniecznie zjadliwymi. Może moje wnuki będą czytać Wasze?
    Pozdrawiam serdecznie po zawędrowaniu od Rivulet.

    • Renata

      Hura, ktoś jeszcze zna ks. Wicka!
      O nim coś mi nawet po głowie chodziło. Tylko jak opowiedzieć dzieciom o obozie koncentracyjnym?

      • Rivulet

        O obozie można mówić… Przez to że mój pradziadek zginął w obozie, to moje dzieciaki już się nasłuchały. Bez drastycznych szczegółów, ale o wojnie można powiedzieć np. tak jak w „Asiuni” Papuzińskiej. O dziwo dzieciaki nie mają problemu z przyjęciem faktu, że czasem ludzie się zabijają i to bez powodu.
        My często do wytłumaczenia takich trudnych historii podpieramy się Księgą Daniela i trzema młodzieńcami w piecu ognistym. Czasem się traci życie, czasem nie, ale ważne żeby wiedzieć, komu się kłaniać 🙂

  2. Alicja M.M.

    Joanna Beretta Molla, pamiętana zwykle z powodu okoliczności śmierci. Ale wcześniej uczyła swego męża radości życia, wyciągała tego pracoholika do teatru, na narty. (A z wielu hagiografii w starym stylu wynika, że święty współmałżonek musi byś istnym utrapieniem!).

    • Renata

      Witaj, Alu! Cieszę się, że trafiłaś 🙂

      Joanna musiała być niesamowita.
      Tak samo Karolinkę Kózkównę pamięta się tylko z powodu śmierci, a przecież to w ogóle była fajna dziewczyna.

  3. Alicja M.M.

    Joanna Beretta Molla, pamiętana zwykle z powodu okoliczności śmierci. Ale wcześniej uczyła swego męża radości życia, wyciągała tego pracoholika do teatru, na narty. (A z wielu hagiografii w starym stylu wynika, że święty współmałżonek musi byś istnym utrapienie!).

  4. Alicja M.M.

    I cieszę się bardzo, że trafiłam! Z tym wybiórczym pamiętaniem, to z kolei od dzieciństwa irytowało mnie litanijne wezwanie do świętych wdów… siłą rzeczy musiały być najpierw mężatkami! Św. Elżbieta Węgierska współczesnych sobie nieco nawet oburzała „nadmierną” (to znaczy, jawnie wyrażaną) miłością do męża… I z Karoliną, tak, mogły by się z nią „zwykłe” dziewczyny polubić. I uczyć także rzeczy zupełnie „nieheroicznych”, a trudnych dla młodzieży, choćby akceptacji siebie samych (łącznie z wygładem takim a nie innym!).

    • Renata

      Co by to było, gdyby współcześni Elżbiecie przeczytali listy Zelii Martin i jej wyznania, jak tęskni za mężem i w związku z tym robi mu porządki w warsztacie 🙂 albo że kocha dzieci do szaleństwa 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.