Zupełnie inna wieś niż Lipce, czyli „Pod naszym niebem” Sylwii Kubik

wpis w: książki | 0

Ilustracja do tekstu Zupełnie inna wieś niż Lipce, czyli "Pod naszym niebem" Sylwii Kubik"

Jestem ze wsi, wieś kocham i bardzo bym chciała tam wrócić. Wczoraj jechaliśmy ze znajomymi do Obór (jest tam sanktuarium i klasztor karmelitów) – pola zbóż na wzgórzach, kwiaty, zatrzęsienie słoneczników, bociany na polu idące za żniwiarzami albo szybujące nad przyklasztorną łąką, jeziora, drzewa, wąskie drogi.

GPS lekko zbaraniał, więc trzeba było poszukać trasy w drugim telefonie. W tym momencie do kolegi zadzwoniła żona, ale uprzedził, że nie może teraz rozmawiać, bo błądzimy po jakiejś wsi. Śmialiśmy się, że trzeba było dodać, że błądzimy po Mazowszu (tak się wieś nazywała), efekt byłby mocniejszy.

Tak, wiem, trudny dojazd do szkoły czy do pracy (a jak ktoś niezmotoryzowany chce dojechać, to też może mieć problem). I nie jest idealnie, bo miejsc idealnych nie ma. Ale mózg w kontakcie z tym pięknem odpoczywa.

Znowu na moje niebo wlata

Jeśli chcecie poczytać sobie o wsi – co prawda nie mazowieckiej, ale wymyślonej, umiejscowionej przez autorkę gdzieś między Malborkiem a Pasłękiem – sięgnijcie po „Pod naszym niebem” Sylwii Kubik.

Książka jest lekka (bo czasem takich właśnie potrzeba), ale też wieś jest już inna. To nie są te Lipce widziane przez obserwatora z zewnątrz czy wieś z pruskiego zaboru opisywana we wspomnieniach Leokadii Boniewicz (są genialne, sięgnijcie kiedyś). Małżeństwa nie wiążą się tutaj dla majątków, inwentarza i maszyn rolniczych, a praca, choć jest ważna (zwierzęta nie poczekają na obrządek), nie jest ważniejsza od Pana Boga, rodziny i zwykłego odpoczynku. Dlatego jeśli trzeba, to szuka się innej, a po całym dniu pracy można wybrać się z przyjaciółką na rowery.

Niektóre problemy są takie jak zawsze. To choroby dzieci, lepsze lub gorsze dogadywanie się w rodzinie, to codzienne stykanie się z kimś, kto zatruwa życie bliskim, to lęk (nie tylko młodych) o przyszłość. Przybywa też tu jakiś obcy, który stanowi zagrożenie. Tak duże, że jedna z sąsiadek po prostu nie sprzeda mu twarogu i jajek.

Ale nikt go nie wywiezie na taczkach, a problemy są od tego, by je rozwiązywać.

Anielka nie siedzi w piecu

Wieś pachnąca przetworami i świeżym chlebem ma swoje dramatyczne tajemnice. To pacyfikacja mazurskiej wsi przez Armię Czerwoną, której pamięć niesie dwójka bohaterów. To dzięki dzieciom pani Helena przemówi – wystarczy jeden dobry słuchacz.

Dzieci otworzą też tego strasznego obcego, który oprócz dźwigania ciężkich historii może dzielić się swoimi talentami. I w gruncie rzeczy okaże się, że jest stąd.

To w końcu nie są te dziewiętnastowieczne pacholęta, które „z czteroletnią powagą” pasają gąski. Uczestniczą w przygotowaniach do procesji Bożego Ciała, do wakacyjnego festynu, przyjmują zupełnie naturalnie chłopca jeżdżącego na wózku i robią mapę szczęśliwych miejsc.

Powieściowa Brzozówka to też takie miejsce szczęśliwe. „Pod naszym niebem” ma jeszcze dwie części – tych nie czytałam. Ale pierwsza z nich na niedzielny odpoczynek jest bardzo dobra.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.