Kwiaty, fortepiany i ptasie radio, czyli zwiedzajcie Ostromecko!

wpis w: małe stacje wielkich kolei | 0
Ilustracja do tekstu "Kwiaty, fortepiany i ptasie radio, czyli zwiedzajcie Ostromecko"

Stęskniłam się za wyprawami z Toruńskimi Spacerami Fotograficznymi jak sto pięćdziesiąt, ale wreszcie się udało. Dzisiejszy kierunek to Ostromecko – kilka kilometrów od Bydgoszczy, zachodni kraniec diecezji toruńskiej. Niektórzy znają tę wieś z wody mineralnej i masowych wyjazdów nowożeńców na sesje fotograficzne. A tymczasem jest tu więcej niespodzianek do odkrycia.

Ileż piękniej drozdy leśne śpiewają

Wiedzieliście na przykład, że tuż za pałacową bramą (dosłownie kilka kroków dalej) jest wejście do rezerwatu przyrody Las Mariański? Rezerwat jest cudowny. Jeszcze przez chwilę słychać szosę, ale ptaki skutecznie starają się zagłuszyć te odgłosy. A potem już tylko one i wciągająca zieleń, jak z wierszy Leśmiana. W dole wąwóz, na drodze czasem drzewno-błotne przeszkody, ale dzięki prawdziwym mężczyznom w ekipie dało się je pokonać (jedna z dziewczyn co prawda przeszła w białych sandałkach i nie wiedzieć czemu dalej pozostały śnieżnobiałe, zalecam jednak obuwie sportowe).

Ponoć wczesną wiosną, kiedy w lesie rozkwitają wszystkie kwiaty na wyścigi, jest tam jeszcze piękniej. Prowadzi tu tylko jedna droga (żółty szlak), pod koniec się rozwidla, więc patrzcie uważnie na znaki. Jeśli osoba z chorymi nogami jak ja dała radę, to naprawdę nie jest trudne do przejścia.

Ilustracja do tekstu "Kwiaty, fortepiany i ptasie radio, czyli zwiedzajcie Ostromecko"

Jedyny minus to napisy, które ktoś wydrapał na kilkudziesięciu drzewach. Sprawcy należałoby się spotkanie z niejaką Idą Borejko z wiaderkiem zielonej farby. Albo przynajmniej kąpiel błotna.

Wychodzimy na szosę między Wielką Kępą a Mozgowiną i możemy poczuć się jak w Beskidzie. Wąska szosa, po której czasem niespiesznie przejeżdża jakieś auto (gdzie tu pędzić?). Małe domki z bielonymi drzewami owocowymi, wtulone w ścianę lasu. Łąka, ule, szczekający Bryś (machaniem ogona pokazujący jednak, że ma pokojowe zamiary), w oddali wieża kościoła w Ostromecku. Swojsko, cicho. Dobrze.

Ilustracja do tekstu "Kwiaty, fortepiany i ptasie radio, czyli zwiedzajcie Ostromecko"

Pod drodze domek z rzeźbioną altanką! W Toruniu takich już się nie spotyka, a kiedyś były charakterystyczne dla domków z pruskiego muru. Jak tu go nie obfocić?

W wiosce zachowało się zresztą dużo starych, ceglanych domów. Ale najbardziej znanym zabytkiem jest oczywiście zespół pałacowo-parkowy.

Było sobie dwóch braci…

Ilustracja do tekstu "Kwiaty, fortepiany i prasie radio, czyli zwiedzajcie Ostromecko"

Z pałacem wiąże się dramatyczna historia z czasów drugiej wojny światowej. Pewnie ją znacie?

A dla tych, którzy nie znają: w czasach zaborów oba pałace przeszły w ręce pruskie – do rodziny Avenslebenów. Jednak ostatni właściciel pięknych pałaców, Joachim, ożenił się z polską hrabianką, Katarzyną Bnińską, miał polski paszport i szanował polskich sąsiadów – z wzajemnością. Avenslebenowie mieli dwóch synów. Starszy, Albrecht, po wybuchu wojny stanął po stronie Hitlera. Jako oficer SS był odpowiedzialny za morderstwa na mieszkańcach jego rodzinnej wioski. Młodszy syn, Ludolf, przeciwnie, od zawsze był z serca Polakiem, należał m.in. do „Strzelca”, a w pobliskiej Bydgoszczy założył klub automobilowy.

To z inicjatywy Albrechta jego własny ojciec został zaaresztowany, wywieziony do Dachau, a następnie do Buchenwaldu. Uwolniony w 1943 r., wyjechał do żony, przebywającej wówczas w Obersdorfie. Do Ostromecka nie dane mu było wrócić.

Albrecht miał również zakusy, by aresztować młodszego brata, tym bardziej, że ów zaangażował się jako kapral 69 Pułku Strzelców Gnieźnieńskich. Ludolfowi udało się uciec do Rzymu i tam wstąpić do armii Andersa.

Po wojnie Albrecht został postawiony przed sądem wojennym, ale zbiegł przed karą. Zmarł w latach 60. XX w. Ludolf dotarł do rodzinnego Ostromecka dopiero w 1990 r. – z darem sześciu obrazów i pragnieniem odzyskania ojcowizny. Nie doczekał tego – zmarł kilka lat później.

Ilustracja do tekstu "Kwiaty, fortepiany i prasie radio, czyli zwiedzajcie Ostromecko"

Ostromecko dzisiaj

Po wojnie pałace przejęło państwo, przerabiając je na swoją modłę (m.in. malując stiuki farbą olejną…). Na szczęście w 1985 r. stary pałac otrzymała Filharmonia Pomorska, a w latach 90. park i pałac przejął wojewoda bydgoski.

Teraz jest tu zupełnie inaczej. Nowożeńcy wybierają między dwoma pałacami. Muzycy nie mogą się doczekać, żeby pograć na szlachetnych instrumentach. Na wielkiej łące rozsiadają się rodziny, a za pałacem myśliwskim można zupełnie się ukryć albo pójść błądzić w kolejnym rozśpiewanym lesie. Na miłośników kwiatów czeka ogród różany. Zresztą kwiaty są tu wszędzie, nie tylko na terenie pałacu, ale w całym Ostromecku. Na parapetach, na płotach, na klombach.

Ilustracja do tekstu "Kwiaty, fortepiany i prasie radio, czyli zwiedzajcie Ostromecko"

Kwieciste są fotele i ręcznie dziergane serwetki na stołach. Kwiaty pachną w bukietach ułożonych w salonach. W oknach subtelne zasłony, a w muzeum fortepianów (tak, to tutaj! W domku myśliwskim. Bilet jest płatny, ale warto wejść, zrobić sesję na fantazyjnych schodach i napatrzeć się instrumentom) rozbrzmiewa delikatna muzyka. Zza okna, w oddali, widać rozbudowujące się miasto – ale jest na tyle daleko, że nie przypomina mrocznej metropolii z piosenki Wojtka Bellona. Tymczasem park i pałace to miejsce ciszy, dobrego odpoczynku, nacieszenia się pięknem. W tej zieloności można zniknąć przed całym światem (ewentualnie na chwilę wyściubić nos na kawę, lody i obiad).

Jeśli potrzebujecie naładować baterie, przyjeżdżajcie do Ostromecka.

Ilustracja do tekstu "Kwiaty, fortepiany i prasie radio, czyli zwiedzajcie Ostromecko"

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.